12047239_1004608449561397_2142913972_n
Wczoraj wiele się działo…
Kolejne PBN przeszło do historii.
Walka wieczoru Pań – dziewczyny zaprezentowały wysoki poziom sportowy. Bardzo dobra pierwsza runda Ewy Piątkowskiej, gdzie kapitalnym lewym sierpowym posłała Brodnicką na matę. Mogło się wydawać, że ta walka nie potrwa długo, natomiast Brodnicka bardzo szybko się pozbierała i od drugiej rundy zaczęła skutecznie pracować na swoją wygraną. Piątkowska biła mocniej, natomiast Brodnicka zadawała więcej ciosów i była bardziej precyzyjna. Pojedynek był zacięty i wyrównany, a werdykt sędziowski słuszny.
Po gali miałem okazję porozmawiać z jedną i drugą Ewą. Naturalnym jest, że Ewa Brodnicka wspólnie ze swoją ekipą cieszyła się sukcesem, natomiast z bólem serca patrzyłem na Ewę Piątkowską, spędzającą wieczór praktycznie w samotności. Gdzie trenerzy? Gdzie promotorzy? Z własnego doświadczenia wiem, że team powinien być razem przed walką, jak i po… ja po swojej pierwszej porażce też zostałem sam.
Sukces ma wielu ojców, natomiast porażka sierotą.

Walka, która skradła show – Rekowski vs Aguilera.
Dość wysokie tempo, jak na wagę ciężką. Amerykanin rzucił Polaka na deski już w pierwszej rundzie. Od drugiej rundy walka była bardzo wyrównana, a szala zwycięstwa przechylała się na korzyść raz jednego, raz drugiego zawodnika. Aguilera boksował z luzu i pokazał większe doświadczenie ringowe, zastawiał na Rekowskiego wiele pułapek, próbując go wciągać na swój prawy sierpowy, ale Marcin był sprytny i nie wiele z tych ciosów dochodziło do celu. Podobał mi się lewy sierpowy w wykonaniu „Rexa”, którym parę razy porządnie zahaczył Amerykanina. Należy zauważyć, że Nagy zadawał bardzo dużo ciosów na korpus, co zapewne odebrało Marcinowi trochę sił w końcowej fazie pojedynku.
Nerwowo zrobiło się w ósmym starciu, kiedy po przypadkowym zderzeniu głów Aguilerze pękł łuk brwiowy. Amerykanin uznał to za zamierzony atak i po wznowieniu pojedynku sam próbował sfaulować Rekowskiego. Sygnał, uprzedzający o zbliżającym się końcu starcia Aguilera pomylił z gongiem i opuścił ręce, co wykorzystał „Rex” i posłał rywala na deski. Ta runda, wygrana trzema punktami, zapewne mogłaby być kluczowa przy końcowym werdykcie.
Bardzo dobra 9-ta runda w wykonaniu Marcina Rekowskiego, choć w końcówce dał się zaskoczyć.
W ostatniej rundzie, wiedząc, że może być decydująca, obaj pięściarze poszli na całość.
Na pół minuty przed końcem walki Rekowski dał się wciągnąć w pułapkę Aguilery. Był wyraźnie zraniony, sędzia wyliczył go na stojąco, wznowił pojedynek, ale Aguilera ponowił atak i znów naruszył Polaka. Do końca pojedynku zostało kilka sekund, jednak sędzia zdecydował o przerwaniu go.
Nad słusznością przerwania pojedynku można by dyskutować. Marcin po pojedynku powiedział, że nie zgadza się z decyzją sędziego. Trudno mu się dziwić, włożył w tę walkę wiele serca i ciężkiej pracy. Natomiast my, kibice, zapamiętamy to wspaniałe widowisko na długo.

Walka wieczorku – nie będę ukrywał, że mnie zawiodła. Od pierwszej rundy zarysowała się znaczna przewaga szybkości Tomka. Adamek balansująć i pracując na nogach trafiał Saletę szybkim lewym prostym. Jednak te ciosy nie robiły żadnego wrażenia. Przemek próbował zaskoczyć „Górala” prawym prostym bądź sierpowym nad lewą ręką – pomysł bardzo dobry, ale zbyt wolny w wykonaniu.
Walka bez historii, bez emocji. Saleta praktycznie nie używał lewego prostego, co po zakończeniu pojedynku tłumaczył swoją kontuzją. Zapewne właśnie to wpłynęło na decyzję Salety o poddaniu się. Adamek zaboksował dobrze. Pytanie, czy to wystarczy na szybszych i młodszych od Salety zawodników.
Możliwe, że już niedługo się o tym przekonamy, gdyż „Góral” zapowiedział kolejne pojedynki.

Tak wspaniała organizacja i oprawa imprezy zasługuje na walki wieczorku, stawką których będą najwyższe tytuły. Liczę na to już w kolejnym Polsat Boxing Night.